Crashing reality globe

Rozstrzelane odrodzenie. Słowo przez muzykę.

Jako kompozytorka prawie zawsze czerpałam inspiracje nie z muzyki, a głównie ze sztuki wizualnej, poezji czy całkowicie abstrakcyjnych pojęć. Początek pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę zbiegł się z momentem, kiedy wkraczałam w dorosłość i coraz lepiej rozumiałam sytuację polityczną, a także coraz bardziej fascynował mnie nasz kulturowy dorobek mojego narodu we wszystkich jego aspektach. Niestety, moje nastoletnie ja nie było tak świadome. Prawdziwie bezcenne utwory literackie, poetyckie czy dzieła sztuki wizualnej studiowane w szkole wydawały się wówczas tylko zwykłymi zadaniami. Zatem, dorastając i zdobywając szerszą perspektywę, obserwując jednocześnie okrucieństwa wojny, poczułam rozczarowanie swoją wcześniejszą ignorancją i postanowiłam skierować swoją twórczość ku dziedzictwu, które teraz wyglądało zupełnie inaczej w moich oczach.

Z pewnością to brutalna rzeczywistość, w której Rosja stara się wymazać mój kraj i całe jego dziedzictwo z powierzchni ziemi, stała się skutecznym impulsem, zwłaszcza w kontekście tego, jak długo trwa faktyczne kulturowe ludobójstwo. Niemniej jednak, jako artystka, która została nauczona analizowania i krytycznego konsumowania wszelkiej sztuki, poczułam prawdziwą motywację do zgłębiania treści, które eksplorowałam. Tym razem – celowo, z własnej woli i z wdzięcznością za dostęp do tego, co przetrwało do dzisiaj.

Biorąc pod uwagę moje osobiste zainteresowanie sztuką okresu modernistycznego oraz to, jak ważny był to okres dla ukraińskiej tożsamości, pierwszym materiałem, do którego sięgnęłam, była literatura rozstrzelanego odrodzenia. Ta nazwa została nadana pokoleniu artystek_ów, które_rzy zostały_li całkowicie wyeliminowane_i na fali stalinowskich represji lat 30., uznanych za „narodową groźbę” dla reżimu sowieckiego. W ciągu kilku lat te represje wyniszczyły tysiące przedstawicielek_i tzw. inteligencji na terytorium ZSRR, ludzi kultury i nauki. Dla historii ukraińskiej kluczowe daty to 27 października – 4 listopada 1937 roku. Wtedy wydarzyła się główna tragedia tego okresu – masowa egzekucja 1111 osób więzionych politycznie w Sandarmochu, która miała miejsce w dniu rocznicy rewolucji bolszewickiej. W tej grupie były_li różne_i artystki_ści i pisarki_rze.

Przejście do ZSRR było trudnym okresem dla wielu Ukrainek_ńców, które_rzy dążyły_li do narodowej wolności. W latach 20. nowy rząd wprowadził tzw. ukrainizację, mającą na celu znaczną liberalizację kontroli nad autonomią Ukrainy i narodową ekspresją – w języku, wydawnictwach, przejawach kulturowych itd. Ten ruch polityczny okazał się skuteczny i wiele najjaśniejszych umysłów, pełnych wówczas nadziei na inną przyszłość, wolną od imperialnej Rosji, gotowych było walczyć o to, co miało szansę uczynić ten sen rzeczywistością. Grupa młodych i postępowych pisarek_rzy, zebranych przez Mykołę Chwylowego, założyła VAPLITE (Wolną Akademię Proletariackiej Literatury), która opierała się na głównych zasadach ideologii komunistycznej, ale wyraźnie odrzucała wszelkie wpływy rosyjskie, kierując się słynnym hasłem Chwylowego: „Precz z Moskwą!”. Takie nastroje oczywiście nie mogły długo pozostać tolerowane. Wraz z umacnianiem się bolszewickiej władzy pod koniec lat 20., częściowa wolność wynikająca z ukrainizacji szybko dobiegła końca. VAPLITE zostało rozwiązane, a od 1933 roku fala aresztowań zmiotła niemal wszystkie_ch jego członkinie_ów. Samobójstwo Chwylowego nastąpiło po aresztowaniu jego bliskiego przyjaciela Mykhailo Yalovego, poety futurysty, który używał pseudonimu Yulian Shpol – był jednym z tych, którzy później zostali zamordowani w Sandarmochu. 

“SHPOL”: sounds of poetry for piano solo

Moje pierwsze dzieło z tej serii wykorzystuje jeden z jego anonimowych wierszy i jest zatytułowane w najlepszy możliwy sposób, upamiętniający go: Shpol. 

Uwielbiam język i słowa w ogóle, a zwłaszcza język ukraiński. Racjonalnie – ze względu na jego słowiańską strukturę. Mniej świadomie – być może dlatego, że ojczysty język rzeczywiście jest bliski sercu i naszym sposobom wyrażania myśli.

Trudno wyjaśnić, dlaczego poezja przyciąga mnie tak bardzo, zarówno sama w sobie, jak i w kontekście muzycznym. Może to potrzeba tworzenia muzyki, medium z natury abstrakcyjnego, wokół bardziej konkretnej, niekoniecznie abstrakcyjnej koncepcji. Ale przede wszystkim – dobra poezja po prostu mnie fascynuje, taka, jaka jest, a niektórych z dzieł na pewno nigdy nie odważyłabym się zepsuć muzyką. I tak jest w przypadku wiersza Shpola – nie manipulowałam nim ani nie wkomponowałam go w muzykę w jakikolwiek sposób. Zamiast tego ten wiersz pozostaje nietknięty i pełni funkcję epigrafu do jednolitego utworu na fortepian solo, będąc źródłem treści i ducha tej muzyki. Można to nazwać transkrypcją słów na bardziej abstrakcyjny język.

Na początku przetłumaczyłam wiersz z ukraińskiego na angielski, starając się jak najlepiej zachować jego sens i cechy stylistyczne.

Shpol opublikował tylko jeden tom poezji, zatytułowany Verkhy (Wierzchołki). Jego styl pisarski, będący doskonałym przykładem ruchu futurystycznego z tamtego okresu, najlepiej można scharakteryzować jako nieustanną, zdeterminowaną walkę, która jednak nieuchronnie zmierzała ku zagładzie i ciemności. Niemal odzwierciedlenie życia życia autora.

Ten konkretny wiersz przypomina mi szybką, ale porywającą siłę, wyrażoną w zaledwie kilku wersach – mistrzowsko dobrane słowa tak bardzo precyzyjnie ukazują nagą, autentyczną duszę poprzez sens i rytm. To głębokie duchowe przesłanie, a może sposób, w jaki pojawiło się na papierze, rzeczywiście skłoniły mnie do przeżywania tej poezji na nowo – poprzez muzykę. Poniższy film to wykonanie SHPOL przez wspaniałego interpretatora nowej muzyki i mojego drogiego profesora fortepianu z Royal College of Music w Londynie – Andrew Zolinsky’ego.

Utwór ten był jedną z moich pierwszych prób poszerzenia zakresu brzmieniowego i tonacyjnego w moim języku muzycznym, który wcześniej opierał się albo na nieuporządkowanej, intuicyjnej atonalności, albo na częściowym serializmie. Chciałem, by sercem tego utworu była naturalna, prosta melodia oparta na intonacjach smutnych ukraińskich pieśni. Nie opiera się ona na żadnej konkretnej pieśni, ale raczej gromadzi echa tradycyjnych ballad śpiewanych podczas opłakiwania poległych żołnierzy lub bliskich – pewnego rodzaju marche funèbre, o którym wspomina wiersz. Rozpoczyna ona i kończy utwór, pojawiając się również w nieco zmodyfikowanej formie w środkowej części, i pełni rolę łuku tonalnego dzieła, który utrzymuje się na swoim miejscu, podczas gdy reszta rozpada się na mroczne i dysonansowe dźwięki, pozostawiając za sobą wszelkie poczucie klarowności.

Kolejnym istotnym elementem, odpowiedzialnym za te przejmujące, przełamujące dotychczasową fakturę momenty, jest zniekształcona imitacja dzwonów w cerkwiach. Fascynują mnie dzwony kościelne; uważam, że ich dźwięk jest potężnym archetypem, który budzi w Ukraińcach niewytłumaczalną pamięć genetyczną, niezależnie od wyznania czy miejsca zamieszkania. W tym przypadku chciałem stworzyć skupiskowy, dość potworny pejzaż dźwiękowy dzwonów, podobny do tego w etiudzie Ligetiego The Devil’s Staircase.

Trzeci wybuch dzwonów kończy się zejściem do najniższych rejestrów klawiatury i powtarzającym się uderzeniem w najniższy dźwięk D, co przypomina swego rodzaju finałowy, fatalny dzwon, którego brzmienie długo rozbrzmiewa dzięki pedałowi. Po chwili ciszy powoli powraca marsz żałobny, który zamyka utwór, cichnąc w ciszy.

GEO’s AVTOPORTRET: caprice for violin and voice of one performer

Drugi utwór z cyklu poświęconego rozstrzelanemu odrodzeniu oparty jest na wierszu innego autora: Heorhii Shkurupii. Ten twórca używał jeszcze dziwniejszego pseudonimu – Geo – który stał się istotną częścią jego tożsamości, a nie tylko nazwiskiem literackim. W języku ukraińskim „Geo” zapisywano za pomocą modnej wtedy wśród młodych literatek_ów litery „Ґ”, różniącej się od zwykłej „Г” brakiem haczykowatego zakończenia. Oprócz tego, Geo podpisywał swoje utwory skromnie jako „Król Futuro Prairie”, co odnosiło się do jego samozwańczej roli lidera ukraińskiego ruchu futurystycznego. Opracował nawet termin na określenie swojego własnego ruchu – panfuturyzm –  mając na celu wyróżnienie ukraińskiej szkoły na tle szkoły rosyjskiej z tego okresu. Jednak nie poprzestał na tym – eksperymentował również pod względem wizualnym, tworząc własne projekty okładek książek.

Oprócz tego, że był doskonałym wcieleniem ekscentryczności i innowacyjności, podobnie jak inni członkowie VAPLITE, Geo zajmował bardzo wyraźne stanowisko dotyczące swojej tożsamości jako Ukraińca i aktywnie wyrażał przekonanie o potrzebie oderwania się od rosyjskich tendencji literackich na rzecz europejskich. Niestety, życie poety zostało przerwane w wieku zaledwie 34 lat przez sowiecką NKWD (poprzedniczkę KGB). Shkurupii został aresztowany w 1934 roku i stracony trzy lata później, razem z innymi 509 więźniarkami_mi z obozu koncentracyjnego na Sołowkach.

Oto wiersz zatytułowany Avtoportret (Autoportret) z debiutanckiego zbioru Geo Psychetosy, na podstawie którego powstała moja następna kompozycja. W przeciwieństwie do wiersza Shpola, którego nie odważyłam się w żaden sposób zmieniać, ten wydawał się dosłownie stworzony do tego, by przełożyć go na dźwięki i wyprowadzić poza papier. Żeby zrozumieć, co mam na myśli, wystarczy rzucić okiem na sam wiersz, w takiej formie, jak Geo go zaprojektował.

Z pewnością pierwszą rzeczą uderzającą przy lekturze jest nietypowa notacja i rozmieszczenie/szerokość słów. Równie istotne jest to, że słowa zapisane są za pomocą alfabetu łacińskiego, a nie cyrylicy – to kolejny znak panfuturyzmu, dążącego ku światu zachodniemu. Ale jakie to dokładnie słowa i co się z nimi dzieje? Łatwo rozpoznawalne w niemal każdym języku europejskim „Avstralia”, „Amerika”, „Evropa”, „geografija”, „geologija” zostały pocięte na jąkające się sylaby i okrzyki. Ostatnim, ale nie mniej ważnym elementem, jest rdzeń – powtarzające się imię autora, „Geo”, które nieustannie pojawia się wśród światowych tytułów. I to nie tylko w swojej pierwotnej formie – Shkurupii bawi się porządkiem tych trzech liter, zamieniając „Geo” w „ego”. To w końcu autoportret!

Przechodząc do muzyki: idea solisty, który jednocześnie gra i używa głosu do recytacji wiersza, powstała we współpracy z ukraińską legendą współczesnego wykonawstwa na skrzypcach – Orestem Smovżem. Utwór został następnie nagrany w wykonaniu Oresta w ramach Dni Muzyki Współczesnej w Kijowie, przy wsparciu programu grantowego Per Forma.

Oto jak noty wykonawcze w partyturze tłumaczą różne zastosowania głosu:

Oprócz recytowania całego tekstu wiersza, część utworu zawiera również dźwięki, które wydają się naturalnie wynikać z połączenia głosu ze skrzypcami. Idea polegała na tym, by partie skrzypiec i głosu współistniały organicznie, bez faworyzowania żadnej z nich. Wprowadziłam kilka elementów muzycznych, które wspierają architekturę kompozycji, już podkreśloną jako istotną pod względem wizualnym przez autora wiersza.

Początek i zakończenie tworzą pewną ramę w tych fragmentach zawiera się coś w rodzaju leitmotivu, prostej melodii, którą wykonawca gwiżdże i nuci.

Niektóre z elementów melodycznych dzieła pojawiają się później w towarzystwie różnych wyrazów, jak np. ten wstępujący, kołyszący motyw z tercją małą w kulminacyjnej kadencji skrzypcowej.

Motyw brzmi lekko, swobodnie i elegancko, w przeciwieństwie do bardziej zaciętych i zdecydowanych elementów, które uczyniłyby ducha Geo niepełnym. Przykładowo, niezbędne „Geo” i „ego” pojawiają się czasem jako odważne okrzyki, z powtarzającymi się akcentami i wzajemną imitacją tej samej szaleńczej energii w partii skrzypiec.

Ogólnie rzecz biorąc, materiał ten łączy w sobie efektowne i wirtuozowskie elementy tradycyjnego kaprysu z ekscentrycznym połączeniem skrzypiec i głosu, z charakterystycznymi motywami melodycznymi i z momentami bardziej statycznej energii – szybkie zmiany nastrojów są z pewnością jedną z kluczowych cech kaprysu. W rzeczywistości, w Avtoportrecie Geo nie chciałam skupiać się na oddaniu atmosfery dramatu czy tragedii, jak miało to miejsce w poprzedniej kompozycji na podstawie wiersza Shpola, gdzie ta cecha była nierozłącznie związana z duchem utworu. Tutaj raczej starałam się uchwycić osobowość Geo Shkurupiia, choć celowo performatywną, ale w ten sposób autentyczną, wykorzystującą to, co już nam sam zaprezentował. I to właśnie, według mnie, łączy w sobie wyjątkowe cechy wiecznie młodego geniusza z wolą życia i duchem buntownika. Mogę powiedzieć, że to moje własne przedstawienie jego Autoportretu, przefiltrowane przez osobistą perspektywę muzyczki i skromnej wielbicielki ukraińskiej poezji.

Mam ogromną potrzebę, by kontynuować tworzenie muzyki, która wyrasta z fundamentalnych, rodzimych słów i dźwięków, z twórczości i duszy mojego narodu. I choć jest to przede wszystkim artystyczny wpływ, wynikający z głębokiej jakości tej sztuki – tą muzyką chcę również służyć niesamowitym dziełom artystek_ów, którym nie było dane długie życie. Może w ten sposób ich sztuka dostanie drugą szansę.